29 października – refleksja na światowy dzień udaru mózgu

left hand29 października obchodzimy  światowy dzień udaru mózgu. I w związku z tym zastanawiam się nad tym, dlaczego prowadzę tego bloga. Kołacze mi się to od jakiegoś czasu to pytanie, bo zdałam sobie sprawę z tego, że od kilku miesięcy sprzedaję prawie najbardziej intymne szczegóły swojego życia. Pal sześć fasolki, ale o niektórych rzeczach naprawdę ciężko mi się mówi nawet lekarzom. Albo najbliższym przyjaciołom. O niektórych nikomu nie mówię, bo jest ciężko i po prostu piszę. To nie zawsze przychodzi z łatwością i to nie dlatego, że lewa ręka źle pracuje i że formułowanie pełnych zdań było kiedyś łatwiejsze.

Myślę, że robię to przez coś, co na anglojęzycznych stronach oznacza się hasztagiem #StrokeHero.

Pod nim można przeczytać dziesiątki (setki?) inspirujących udarowców, którzy są inspirujący, są ważni dla swoich bliskich i przede wszystkim nie poddali się.

Po udarze cały czas słyszałam udar, udar, wylew, udar, wylew… i nie wiedziałam o co chodzi, nie wiedziałam co się dzieje. Kiedy oddano mi telefon, w końcu mogłam sobie wygloogować o co chodzi, dlaczego wszyscy mają takie smutne oczy i się przeraziłam. Umówmy się – po udarze nie byłam (i nadal nie jestem) najlepszym researcherem na świecie, ale miałam być niezdolnym do niczego kaleką. Do końca życia. Szukałam więc blogów. Były jakieś, ale też jakoś nie dawały:

  • nadziei
  • porad
  • wglądu do świata udarowca.

Może są takie polskie blogi, nie twierdzę że nie, ale ja ich wtedy nie widziałam. Nie wiedziałam, choć w przybliżeniu, co może mnie czekać. Przez jakie bitwy będę musiała przejść… I wtedy zobaczyłam, że warto o tym napisać, zostawić swoje świadectwo trochę dla mnie, trochę dla innych. Wiedziałam wtedy, że czeka mnie walka taka, której nie mogę przegrać, bo przegram życie. A kto chciałby tyle przegrać? ( ;

Mówiłam sobie wtedy, że jeśli będę o tym pisać, szukać informacji, będę powoli wracać do formy intelektualnej. Będę mogła się sobą lepiej zajmować, lepiej się rehabilitować, lepiej walczyć. Ok, to dla mnie. Ale mówiłam też, że jeśli mój blog pomoże choćby jednej osobie, to będę wiedziała, że naprawdę warto było. I dostałam pierwsze komentarze od pani Ani, której mama jest po udarze . Poryczałam się po nich ze szczęścia – bo wiedziałam, że warto było sprzedać intymność.

Absolutnie nie uważam się za StrokeHero, ale wiem, że warto próbować nim być. I że każdy po udarze musi cały czas pracować nad tym, żeby jego pani Madzia nie powiedziała nagle ‚no, pani Kasiu, chyba nie za bardzo ćwiczy pani buzię, jest gorzej’. I naprawdę, naprawdę, najbardziej chciałabym, żeby w tej paskudnej przypadłości, każdy udarowiec, czy może jego bliski (…) odnalazł sobie trochę motywacji i uśmiechu. Mówię to ja, ze stwierdzoną (leczoną) depresją i widząca wszystko w czarnych barwach. Tak jest łatwiej, naprawdę łatwiej.

Wszystkim w jakiś sposób dotkniętym udarami w ten dzien i zawsze w ogóle życzę zdrowia, cierpliwości i możliwości dostrzeżenia, ze każdy krok, który robimy, jest powodem do dumy:)  ja z siebie jestem dumna bardzo dumna;p

 

PS

można się śmiać, że wszystko, od tabliczki mnożenia, przez niepodległość, do naszych mam ma swoje święta. Ja też się śmieję. Ale skoro dzięki temu może ktoś zwróci uwagę na udar mózgu, jest git – śmiejmy się razem.

Jedna myśl nt. „29 października – refleksja na światowy dzień udaru mózgu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.