Trzecie udarowe urodziny. Co się zmieniło na lepsze w moim życiu?

Dziś moje kolejne udarowe urodziny.

21 grudnia 3 lata temu przeszłam udar mózgu. Jestem zatem jednocześnie 28-latką, 63-latką i trzylatką.

Dzień w który zawsze czuję się dziwnie. Naprawdę uważam, że ta data jest tak ważna, albo nawet bardziej, jak zwykłe urodziny. Zwykłe urodziny to coś, naturalnego, nie miałam wpływu na to, jak rosłam (podobno jedzonka nie odmawiałam;), tutaj sama pokierowałam swoim nowym życiem. Od pieluchy do miejsca, w którym jestem.

Ostatni rok był dziwaczny. Nie da się opowiedzieć w kilku słowach tego, co się wydarzyło. Zatem taki tekst zostawię na Sylwestra;)

Dziś zostanę przy tradycyjnym ‚co się zmieniło na lepsze w moim życiu’. Bo wiecie co, życie po udarze naprawdę jest okropne, ale jak się szuka, można w nim znaleźć rzeczy, które naprawdę zmieniły się na lepsze. Święcie wierzę, że każdy by znalazł taką rzecz, nawet ci z nas, którzy są w bardzo złym stanie.

U mnie sporo się w tym roku zmieniło na gorsze, jakoś czuję, że jestem fizycznie słabsza niż rok temu. Co jest superdziwne, bo ten rok udało mi się przeżyć bezudarowo;))

Zatem sporo idzie na minus, o tym nie wspominam, ale sporo też na plus. Lista z ostatnich lat urosła. I dobrze. Niech rośnie spokojnie. Jak będzie grubasem, to jej powiem, żeby rosła bardziej, bo liczy się wnętrze, nie rozmiar.

Zatem.

Co się zmieniło w moim życiu na lepsze po udarze?
  1. Bardziej dbam o siebie (wczoraj zaczynałam pisanie tej listy w kolejce do regulacji brwi;)
  2. Poznałam kilka nowych osób,
  3. Zdobyłam sie na odwagę zrezygnować emocjonalnie z kilku osób,
  4. Mniej się stresuję pierdołami,
  5. Nie mam stresującej i nielubianej przez siebie pracy,
  6. Nauczyłam się robić na drutach,
  7. Rzuciłam fajki,
  8. Bywa, że się wysypiam,
  9. Karta ‚wiesz, jestem po udarze’ wciąż działa (nie na mojego brata. A kiedy jej używam na nim, naprawde się źle czuję, więc karta nie jest wymówką i przestaje byc kartą;),
  10. Wiem, dlaczego jestem nadwrażliwa na słońce,
  11. Zlikwidiwano mi dziurę w sercu,
  12. Znalazlam cudowną, fantastyczną psycholog, i mam wrażenie, że praca z nią faktycznie mi daje efekty,
  13. Naprawiam wszystko, co we mnie zepsute,
  14. Mam pierwszą rzecz, z której jestem naprawdę dumna – oczywiście chodzi o Lewaczkę:),
  15. Blog daje mu satysfakcję. Nie znałam tego uczucia wcześniej,
  16. Mam sporo zapału do nauki nowych rzeczy,
  17. Przezwyciężam swoje strachy,
  18. Jestem dużo bardziej spokojna niz przed udarem, mniej rzeczy mnie irytuje,
  19. Nauczyłam sie hiszpańskiego w stopniu komunikatywnym. Sama,
  20. Choć boli, nie kupuję już ton książek, których potem nie czytam,
  21. Schudłam 15 kilo. Odżywiam się zdrowiej,
  22. Nie muszę odwozić babci do sklepów;) zakaz jazdy samochodem jest okropny, ale to jest plus;),
  23. Widzę, że pomagam ludziom,
  24. Włosy mniej mi wypadają,
  25. W większym stopniu myślę o sobie,
  26. Zaczęłam randkować,
  27. Mam kolekcję figurek kóz,
  28. Lepiej rozumiem ludzi,
  29. Nie martwię się tak o pieniądze (to okropnie brzmi, rodzice mnie utrzymuja, ale nie martwię sie,  ze mi nie starczy do następnej wypłaty),
  30. Rzadziej wpadam w długotrwałe stany depresyjne,
  31. Pozbywam się rzeczy, zamiast je gromadzić(oprócz koziczek, ktore dają mi mnostwo radości),
  32. Uczę się porządku, nawet czasem trzymam porządek u siebie.
  33. o ile to możliwe, jestem bliżej z tym brzdącem, którego nazywam swoim bratem.
  34. znowu doceniam bycie na łonie natury,
  35. mam hamak!,
  36. umiem zrobić coraz więcej rzeczy w wordpressie,
  37. mam ‚swój’ intereres. mniejsza o to, że bardzo źle idzie. Rozkręci się kiedyś.
  38. Mam wrażenie, że jestem bardziej aktywna.
Robi wrażenie, prawda?

Ja najbardziej lubię te punkty o dumie z siebie i satysfakcji. Nigdy wcześniej tego nie czułam. A to miłe tak od czasu do czasu pomyśleć dobrze o sobie:)

koło ratunkoweZapraszam do pomyślenia, co u was zmieniło się na lepsze po udarze. Jeśli wśród oceanu rozpaczy znajdzie się choć jedna taka, która faktycznie się zmieniła na lepsze, warto się jej chwycić jak koła ratunkowego.

U mnie pierwszą, którą zauważyłam, był lepszy stan skóry twarzy. O łał, byłam gładziutka jak pupa niemowlaka. Potem znajomi zaczęli mi mówić, że nigdy mnie nie widzieli tak wyspanej. Dalej źle sypiałam, ale tutaj dosypiałam w ciągu dnia. To już dwie rzeczy w ciągu miesiąca czy dwóch. Ciężko było je zauważyć, właściwie moi znajomi pomogli mi w tym. Jak zwykle spisali się na medal;)

Teraz lista ma 38 punktów. :) Dużo pracy za mną, dużo przede mną, ale chyba jestem gotowa(;

ps

tutaj tekst na drugie urodziny: [klik]

a tu na pierwsze – [klik]

:)

 

9 myśli nt. „Trzecie udarowe urodziny. Co się zmieniło na lepsze w moim życiu?

  1. Hej Kasiu, a to, że teraz ta Twoja Jadłodzielnia działa z Tobą na pokładzie? Ja bym to też wpisała na listę Twoich sukcesów.
    Uwierz mi, że jest niewielu ludzi, którym się chce cokolwiek robić oprócz swojego minimum.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

  2. Nie wiem czy Tobie też …, mojemu Ojcu pomogłom Ojcu mojej pozyjaciółki również. Obaj są 3 razy starsi od Ciebie. Drugi z nich zaliczył to samo co Ty.
    Zadzwoń do tego człowieka, dowiedz się więcej.
    Benedykt Papierok (to dzięki niemu mój Tata jest dzisiaj na chodzie)
    Pozdrawiam KK

  3. P.S.
    Jego telefon na podanej wyżej www
    Mogłbym sam Ci powiedzieć jak i dlaczego to działa ale Benedykt zrobi to lepiej,
    Sam też tego używam codziennie, chociaż dzięki Bogu nie jestem ani po zawale ani po udarze (za to pracuję jak łysek z pokładu Idy, palę jak smok i alkoholu za kołnierz nie zwykłem wylewać :)).

  4. Witam cieplutko nazywam się Przemek mam 35 lat w maju br miałem udar mózgu i jak widzę, to jeszcze dluga droga przede mną co do rehabilitacji ponieważ nie mialem robionej trombolizy bo tetnica szyjna była zatkana w100proc i lekarz zadecydował nie dawac i teraz pozostało mi straszne kalectwo jak u Ciebie postepowala rehabilitacja? Czy mialas bardzo duze problemy ruchowe? Pozdro Przemek

  5. pisałam komentarz pół godziny po czym strona się zamknęła… wrrr… cóż.. nie poddajemy się tego też nas w końcu udar nauczył prawda? Wg Twojej nomenklatury obchodziłam 11 grudnia 2017 roku pierwsze poudarowe urodziny. Krótko po tych prawdziwych 43cich…Ja z kolei zawsze uwielbiałam urodziny, z resztą świętuję każde możliwe okazje. Postanowiłam sobie właśnie, że będę świętować te drugie także, chociażby przez sprawienie sobie tego dnia jakiejś osobistej przyjemności…Piszesz o zmianach, które przynosi choroba,tych mniej oczywistych, bo na lepsze.. tak trudno je zauważać na co dzień…Konsekwencje choroby są straszne , czasem w tych gorszych dniach myślę, że oddałabym wszystko co się polepszyło za powrót do stanu zdrowia sprzed… Chociaż tak naprawdę wcale nie wiem jaką decyzję bym podjęła gdybym stanęła przed takim wyborem… Byłam dumna ze swej fizycznej samodzielności, takiej wówczas normalnej.. Wsiadałam za kierownicę własnego autka kiedy tylko naszła mnie taka ochota, chociażby po to by „pospacerować”… Godzinne spacery po lesie z psem , kiedy tylko czas, pogoda i humor pozwalały… Schody w górę i w dół kilkanaście razy dziennie… Podbiegnięcie do autobusu – pestka… Długi namiętny seks pełen większych czy mniejszych akrobacji…. Robienie sobie samej paznokci co najmniej raz w tygodniu…Bezstresowe wyjście na basen czy siłownię… Tuż przed chorobą odkryłam na nowo przyjemność z jazdy rowerem…. No tak ale miało być o zmianach na lepsze… Większa niż kiedykolwiek empatia, uwrażliwienie uczuciowe, czasem nawet przewrażliwienie,… Przewartościowanie życia, zmiana priorytetów, podział na rzeczy ważne i ważniejsze… Rzucenie fajek oczywiście, choć do dziś szczególnie wieczorami muszę zajadać chęć zapalenia… Załatanie dziury w sercu kończące napady migreny, wyłączające mnie często z życia na parę dni… Naturalna segregacja znajomych i przyjaciół… Chociaż tę akurat zaliczyłam już wcześniej przy okazji zaprzestania spożywania procentowych napojów wszelkiej maści… Ciężko mi idzie selekcja zmian na te poudarowe ponieważ ten nieszczęsny 2016 obfitował w traumatyczne przeżycia, które wypaliły ogromne ślady w mojej psychice… Rozstanie po 21 latach z mężem, rozbicie rodziny, wyprowadzka Syna, pożegnanie wieloletniej psiej przyjaciółki, przeprowadzka z uroczego domku z ogródkiem do mieszkania w bloku w centrum Poznania… Udar był wisienką na torcie….Moja terapeutka twierdzi, że wciąż jeszcze nie pogodziłam się z chorobą, nie zaakceptowałam jej a co za tym idzie zmian, które przyniosła… Pomimo aktualnego osobistego szczęścia uczuciowego , ogólnie dobrego stanu zdrowia ( lekkie kulenie, sporadyczny ból lewego ramienia, niedoczynność tarczycy , rosnąca waga to „drobiazgi” przecież w porównaniu do tego co mogło mi zostać… Ojej, przepraszam , że się tak rozpisałam , cudownie „ gadać” z kimś kto przeszedł tą samą chorobę….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.