Echo przezprzełykowe – mogło być gorzej

Man wrażenie że są rzeczy,  które przeżywam gorzej niż przeciętny obywatel(ka) i takie,  które przeżywam lepiej.

Gorzej przeżywam:

– regulację brwi

– Mowę nienawiści

– Echo przezprzełykowe

Lepiej:

– zakwasy

– udary mózgu

Jeśli chodzi o regulację brwi to moja pani kosmetyczka mówi,  że chyba jestem najwrażliwszą na ból jej klientką. Ciężko się że mną pracuje, a bardzo się staram!

Zakwasy nawet lubię,  to przyjemny ból  jęczenie że boli,  może być nawet Powodem do dumy.

Udary… No sami widzicie, wychodzę z nich obronną,  choć słabszą ręką :)

Tylko to echo… Echo przezprzełykowe jest jednym z badań,  które musiałam zrobić, a są przynajmniej tak nieprzyjemne jak rozstanie z ukochanym i kopniak w jaja (tak mi się wydaje, ajajaj, nie mam jaj…) naraz.  Echo przezprzełykowe robi się,  żeby zobaczyć to,  czego nie widać przy zwykłym węchu serca.

Jak to wygląda.  Najpierw robiąci ci znieczulenie, takie psikpsik w gardło,  bardzo gorzkie,  ale czymże jest gorzki smak lekarstwa przy smaku tego:

Jedzenie szpitalne

To naprawdę nic.  To psikpsik powinno nas znieczulic tak, żeby niiiiic nie było czuć.

Gówno prawda,  czuć i jest nieprzyjemnie.

Kiedy jesteśmy już znieczuleni, wprowadza się rurę. Przez ustnik (jak dzisiaj) albo bez niego. Lekarz zachęca,  żeby nie patrzyć na nic,  tylko zamknąć oczy, mniej się człowiek stresuje.

Ja byłam koszmarnie zestresowana, bo mogę pierwsze nadanie przezprzełykowe było koszmarne.  Nie wiedziałam,  czy się dolarów,  czy duże   kazali ale relaksować, przejmując ślinę lub nie,  było tak bardzo bardzo bardzo źle,  że jak odwieziono mnie na wózku do sali,  to mimo wpisu, na który czekałam jak na zbawienie, przespałam kilka godzin.

Dziś było dużo lepiej! Poprzednio rura miała średnicę miliona metrów,  teraz zwykłą, to było coś takiego co naprawdę dało się połknąć. Poprzednio nie.

Wiecie,  pytałam tatę,  czy to przeżycia,  mówił że tak.  Po poprzednim myślałam, że bezczelnie kłamie,  a po dzisiejszym, myślę,  że niekoniecznie.  Nie było aż tak źle!

Tzn.  Źle to przeżyłam,  ale naprawdę kochana pani pielęgniarka trzymała mnie za  rękę i mówiła uuspokajającym tonem, ja powtarzała sobie mantrę ‚i’m not the body,  not even the mind’ i próbowałam medytacji w najbardziej ekstremalnych warunkach.

Zapytałam potem dlaczego poprzednio połykałam rurę z 50 razy grubszą niż teraz,  a on powiedział ‚no pewnie tak mają jakieś 3D nowoczesne czy coś’

Wolę zwykłe 2D i wolę nie widzieć kolorowych pęcherzyków które tam lecą z jednej do drugiej komory.  Serio. Jeśli będziecie mieli kiedyś wybór między 2d a 3d, zastanówcie się uważnie(;

Kolejna różnica – na pytanie czy badanie będzie robione z kontrastem czy bez,  to pani pielęgniarka tutaj zdziwiła się nawet,  że robi się to z kontrastem.  Także wiecie,  bywa różnie :)

I jeszcze jedno,  różnica podejścia w szpitalach była ogromna.  Na kardiologii w Warszawie wszystko mi wytłumaczeno, powiedziano o ryzyku,  zostawiono kartkę,  żeby mogła świadomie wyrazić zgodę,  tu, gdybym nie miała doświadczeni, nie wiedziałabym na co jadę. Podpisałem zgodę,  wiecie,  jak trzeba,  to można.  A było trzeba :)

Podobno takie echo wygląda trochę jak gastrostoskopia – nie wiem,  nie miałam gastroskopii :D

Gardło mnie boli trochę,  ale jest lepiej.

Wiecie,  jest przecież tak,  że można się nie zgodzić na badanie.  Ale mi w zwykłym echo serca nie było widać PFO. Echo serca jest ważnym (choć często niekoniecznym) narzędziem diagnostycznym. A wszystko dobre,  co się kończy dobrze i tego się trzymam.

Ps

Nie mogę znaleźć żadnego ładnego zdjęcia odzwierciedlającego ten horror,  więc zostaje wam stare zdjęcie obiadu szpitalnego.  horror porównywalny!;)